Święte imperium 34

Święte imperium

Rozdział XXXIV

Rano Juliette poszła do pracy (Czym się zajmujesz Juliette? – Pracuję w Wallen & Bovery Jean, nie mówiłam ci? Nie, nie mówiłaś. Co tam robisz? Nic ciekawego Jean, nie jestem prawnikiem. Jestem konwejanserem. Czym jesteś? Konwejanserem, specjalistką od prawa nieruchomości. Nieruchomości, tak? Dokładnie Jean, nieruchomości. Zawiedziony? Zawiedziony? Nie, nie jestem zawiedziony.) a wieczorem, jako że był to wtorek, poszli razem na Rue Saint gdzie, jak mam nadzieję pamiętasz, raz w tygodniu spotykali się członkowie klubu filmowego. Nikt nie wiedział, że Jean-Baptiste się zjawi i wszyscy byli mocno zaskoczeni jego widokiem i dość niezgrabnie szukali słów, które wykraczałyby poza ‘cześć’ i ‘jak tam’. Na szczęście zaraz gaszono światła, więc wszyscy zajęli miejsca i yawza, ywza, yawza, rozpoczął się wieczór z „Czyż nie dobija się koni?”.

Członkowie klubu oglądają teraz film więc ja mam wystarczająco dużo czasu by ci ich wszystkich po kolei przedstawić:

Noelle Or – nowy członek, po raz pierwszy w klubie. Atrakcyjna, 32 lata, z falującymi blond włosami opadającymi jej na ramiona. Ubrana w skromny lecz elegancki żakiet, czerwony, z epoletami przymocowanymi każdy jednym złotym guzikiem. Koleżanka z pracy Tildy. Ma delikatny głos z miękkimi, sensualnymi samogłoskami.

Lothair Afeu – Trzydziestosiedmioletni były żołnierz. Krótkie, czarne włosy. Mówi krótkimi, bezpośrednimi zdaniami. Ubrany w zapiętą do samej góry bluzę w kolorze khaki. Je odrobinę zbyt łapczywie.

Isabel Peure – Dwudziestodwuletnia pielęgniarka. Rudzielec o delikatnej skórze z mnóstwem niepowstrzymanych niczym włosów. Pełne, wyważone usta. Uśmiecha się swoim dziecinnym uśmiechem nie otwierając ust. Kasztanowe oczy. Ubrana w prosty, czarny żakiet bez kieszeni. Znów sama.

Eni Adamou – dołączyła do klubu kilka tygodni temu. Jest przed pięćdziesiątką, ma krótkie, kręcone włosy i wysokie czoło. Szeroki dekolt odsłania jej szyję i przód (ale nie piersi) pozwalając na lepszą ekspozycję krótkiego naszyjnika przypominającego perły, noszonego przy samej szyi. Jej rodzice przenieśli się z Beninu gdy miała roczek. Jej pełne imię: Enobokum.

Chandler Robida – Uparty i pełen ugruntowanych opinii kierowca autobusu po pięćdziesiątce, potężnej postury. Ubrany w prostą koszulę flanelową, niebieską. Krótkie, siwiejące włosy. Dwa lata temu jego zona zginęła przechodząc przez ulicę. Może sprawiać wrażenie agresywnego, ale takim nie jest. Lubi przeklinać.

Tilda Degin – Wysoka i więcej niż szczupła. Sześćdziesięciosiedmioletnia inżynier na emeryturze, specjalizująca się w konstrukcji mostów. Słucha o wiele więcej niż sama mówi. Ma akcent z Pikard. Jej siwe włosy kontrastują z zielonym welwetowym żakietem. Jej pełne imię: Matilda.

Verrell Bain – Trzydziestopięcioletni hydraulik. Niedawno przeprowadził się do dzielnicy La Batarelle. Ostrzyżone na krótko czarne włosy. Zielony T-shirt z napisanym pośrodku małymi czerwonymi literami tekstem ‘Jesteś za blisko’. Woli piwo niż wino. Uwielbia oglądać filmy. Gdy brakuje mu argumentów staje się nerwowy i lekko agresywny.

Moreen Dodu – Trzydziestosiedmioletnia manager drukarni. Pewna siebie i apodyktyczna, ale nie obojętna na opinie innych. Trochę zbyt pulchna. Długie, proste włosy trzymane za uszami. Nosi ciężkie, złote kolczyki ze szmaragdami. Lubi się śmiać. Doskonale zna się na kpieniu z Chandler’a.

Ned Poi – Po pięćdziesiątce. Księgowy. Blada, sprawiająca wrażenie smutnej, twarz. Cienkie, czarne włosy zaczesane tak by przykryć prześwitującą łysinę. Swoje opinie wyraża bez przekonania. Ubrany w stary, brązowawy żakiet. Kocha flamenco i opowiadania science-fiction. Rozwiedziony. Zawsze zamawia rybę z ziemniakami.

Cecil Gonnette – Zbliżający się do emerytury strażnik więzienny. Pochodzi z Tuluzy. Małe, czujne oczy. Włosy przycięte na krótko, czarne. Ubrany w ciemnoszarą marynarkę. Śmieje się bardziej w środku niż na zewnątrz.

Juliette Fidè – dziewczyna naszego protagonisty, i

Jean-Baptiste Matin – nasz protagonista)

Następna scena:

ASYSTENT REŻYSERA (Krzycząc): Cisza na planie!

(Scena rozgrywa się w restauracji, tej samej co poprzednio. Członkowie klubu zajmują miejsca przy dużym, owalnym stole, pokrytym białym obrusem. Rozmawiają i zamawiają jedzenie i drinki. Zamówienia przyjmowane są przez dwóch kelnerów.)

CECIL (Potrząsając i przytakując lekko głową, mówiąc wyraźnie): Niezły film, co? Yawza, ywza, yawza! A ten Rocky, co za postać!

ENI (Podejrzliwie): Podobał ci się?

CECIL (Zaskoczony): Podobał? No co ty. Straszny człowiek. Odrażający.

NED (Beznamiętnie): Facet wykonywał tylko swoją pracę. (Zjawia się jego ryba z ziemniakami). O, dziękuję.

CHANDLER (Zaszokowany): Wykonywał tylko swoją pracę? Ned, czy ty przespałeś film?

NED (Znów beznamiętnie, jak gdyby wcale go to nie interesowało): Nie, nie przespałem. Wykonywał tylko swoją pracę, nic więcej. Nikt ich nie zmuszał do przystąpienia do maratonu.

(Kelnerzy przynoszą kolejne potrawy.)

JULIETTE (Z przekonaniem): Mylisz się.

NED (Wykazując odrobine zainteresowania. W jego głosie pobrzmiewa odrobina ironii): Mylę się?

JULIETTE (Jak poprzednio): Pewnie, że tak. Wszyscy i wszystko dookoła nich ich do tego zmusiło.

(Kelnerzy przynoszą kilka butelek wina i wody i rozstawiają je równo po całym stole.)

NED (Pewnie, lecz wciąż z nutą ironii w głosie): Naprawdę? Jakoś nie widziałem, żeby im ktoś przystawiał lufę do skroni.

ENI (Spokojnie): Cecil, przestań się wygłupiać. Jestem pewna, że doskonale wiesz o co jej chodzi.

NED (Z uniesionymi brwiami): Chyba tak. (Brwi wracają do normalnej pozycji. Mówi bez pasji, jak gdyby czytał listę zakupów). Ona mówi o ciężkich czasach, braku pracy, recesji, głodzie. Pewnie, to wszystko prawda. Ja tylko twierdzę, że mieli wybór, tak jak ten typ Rocky powiedział tej Glorii – zapisz się albo nie. Oni wszyscy się na to zapisali. Sami.

VERRELL (Z manierą typową dla tych, którzy starają się negocjować pomiędzy zwaśnionymi stronami i wydaje im się, że znaleźli rozwiązanie, które wszystkich zadowoli): A co powiecie na to: oni wszyscy pisali się na to gówno, bo to była ich jedyna szansa, żeby zarobić trochę kasy, co? Wszystkie inne możliwości wyparowały. Pewien jestem, że ty zrobiłbyś tak samo Ned.

NED (Znów beznamiętnie): Jestem pewien, że bym tak zrobił. Tyle tylko, że nie winiłbym całego świata za swoją decyzję.

TILDA (Z podniesiona głową, patrząc na nich. Mówi, jak gdyby chciała im zakomunikować, że szukają nie tam gdzie trzeba): Właśnie o to chodzi: cały ich świat był temu winien. To nie oni stworzyli depresję. Oni byli jedynie bezimienną zgrają; znaleźli się w samym środku burzy, której nadejścia pewnie nigdy się nie spodziewali. 

ISABEL (Z uniesionymi lekko brwiami): Zgadzam się. Jak małe dzieci, nie do końca pojmujące co się dookoła niech dzieje i dlaczego. Nie mieli żadnych doświadczeń do których mogli się odwołać.

(Kelnerzy przynoszą sałatki i zabierają trzy puste butelki.)

NOELL (Z entuzjazmem zmieszanym z nieśmiałością, trochę za cicho): Albo jak żeglarz na środku oceanu, bezbronny, właściwie już zdający sobie sprawę z tego, że nie przeżyje. Nie wiem, czy to porównanie jest pomocne.

ISABEL (Jak gdyby pewnie odpowiadała na pytanie): Wykorzystywał ich. Przez cały czas wiedział, że zwycięska para okradziona będzie z nagrody. Jeszcze jeden rekin żywiący się biednymi rozbitkami.

CHANDLER (Odrobinę zbyt cierpko): Pomocne? Nie jesteśmy tu, żeby pomagać. Jesteśmy tu, żeby jeść i trochę sobie pogadać, bez (kładzie lekki nacisk na ostatnim słowie i patrzy na Moreen) bez oceniania kogokolwiek.

TILDA (Powoli i wyraźnie): Dokładnie.

JULIETTE (Prawie równocześnie z Tildą, niezbyt głośno): Jasne.

MOREEN (Złośliwie, nie starając się ukryć, że sprawia jej to przyjemność): Jedynie ktoś porządnie stuknięty uważałby, że ktoś tutaj kogokolwiek ocenia.

(Chandler podnosi swój kieliszek wina i sączy trochę dłużej niż poprzednio.)

CECIL (Niewzruszony): Za dobrą grę!

(Wszyscy unoszą kieliszki i stukają się nimi.)

ENI (Z niewielkim odcieniem strachu w głosie): Wyobrażacie sobie, jak bardzo nieczuli musieli być ci, którzy takie zawody wymyślili? W filmie nigdy się nie pojawiają, nawet się o nich nie mówi, ale być może to właśnie o to w tym filmie chodziło – Rocky, tancerze, wszyscy inni, których widzimy – dryfujący nieszczęśnicy, rozgrywani przez jakichś niewidzialnych ludzi z pieniędzmi, którzy nigdy nie wychodzą z cienia.

CHANDLER (Czerpiąc pewność siebie z tego, co powiedziała ENI): Dokładnie tak samo myślę. Światem rządzą wielkie pieniądze. Małe ryby zawsze mają przesrane. (Starając się nie przesadzić z oficjalnym tonem): A co ty o tym sadzisz, Jean-Baptiste?

(Wszyscy, poza Juliette, która właśnie w tej chwili pije wino, obracają głowy w kierunku Jean-Baptiste. Juliette, otoczona ciszą, stawia swoją szklankę z powrotem na stole i też na niego patrzy. Jean-Baptiste przestaje ciąć swoją cielęcinę, odkłada sztućce i mówi, patrząc na nich.)

JEAN- BEAPTISTE (Spokojnie, wyraźnie, patrząc na nich gdy mówi): Po pierwsze, dobrze jest tu z wami znów być. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak przerażeni musieliście być gdy usłyszeliście o morderstwie i moim aresztowaniu. (Przerywa na chwilę). Mogę sobie wyobrazić, że niektórzy z was chcieli mnie widzieć za kratkami. Nie winię nikogo, ja z pewnością myślałbym dokładnie tak samo. Trochę się wahałem czy tu dzisiaj przyjść – nie chciałem, żebyście się poczuli niezręcznie – ale Juliette (uśmiecha się, patrzy na Juliette) przekonała mnie, że lepiej to zrobić teraz niż odkładać na później.

(Wszyscy potakują. Ktoś mówi ciebie też dobrze znów widzieć. Wszyscy zdają się być trochę mniej spięci i zaniepokojeni jego obecnością przy stole.)

 (Jean-Baptiste mówi teraz swoim normalnym głosem, bez powstrzymywania się, intonowania i akcentowania słów, które uważa za ważne.) Jeśli chodzi o film, cóż, myślę, że wszyscy macie rację. Oglądałem go dwukrotnie – pierwszy raz jako nastolatek i teraz z wami. Myślę, że zgodzicie się, że należy do tych filmów, które wystarczy obejrzeć raz i pamięta się na całe życie. (Inni zgadzają się, niektórzy słownie a niektórzy potakując głowami.) Doskonałe studium natury ludzkiej. Wszyscy oni znaleźli się w świecie, w którym nigdy nie chcieli się znaleźć. W sytuacjach, w które nigdy nie daliby się wciągnąć, gdyby okoliczności były inne. Dla mnie ten film jest o tym, co dzieje się, gdy ludzi popycha się nad krawędź, gdzie definiuje się ta cienka granica pomiędzy człowieczeństwem a bezmyślnym, zwierzęcym okrucieństwem. (Podnosi kieliszek i mówi ze słabym uśmiechem.) Przepraszam, nie bardzo wiem jak to krócej ująć.

CHANDLER (Jak gdyby starając się rozładować atmosferę): Nieźle. Ja wciąż myślę, że to opowieść o przetrwaniu. (Teraz trochę twardszym głosem). Przetrwają tylko najsilniejsi, fizycznie i emocjonalnie. Jeśli wydaje się wam, że cokolwiek się zmieniło…

NED (Asertywnie): Zgadam się.

MOREEN: (Ostro, wpatrując się w Chandler’a z kamiennym wyrazem twarzy). Niech mnie piorun strzeli! Zdaje mi się, że już to gdzieś słyszeliśmy. I jak się skończyło?

TILDA (Wygląda na przejętą, patrząc na Chandler’a, nie ukrywając zdziwienia): Nie, to nie o tym.

CHANDLER (Uspokajająco, lecz nie bez odrobiny poirytowania, że został źle zrozumiany): dajcie spokój dziewczyny. Rozmawiamy o filmie. Wyłącznie o filmie. (Wkłada kawałek mięsa do ust i żuje.)

NED (Jeszcze raz zaczyna mówić to co zaczął zanim mu przerwano): Ta Gloria, nie wiem. Przeraża mnie. Jest taka… (Jego wypowiedz gaśnie gdy nie może znaleźć właściwego słowa).

ISABEL (Zgadzając się, kiwa głową. Na ułamek sekundy jej włosy otaczają i zakrywają jej całą twarz. Po chwili znów widzimy jej oczy, szeroko otwarte): To prawda. Oni wszyscy są tacy, do samego początku. Jak gdyby ich zaprogramowano na bycie niebezpiecznymi.

NED (Pewniej po wsparciu Isabel): Niebezpieczni, tak, to też. Nie jak przy posiadaniu broni ale inaczej, jak przy psychicznym zagrożeniu gdy ma się obok siebie kogoś takiego jak ona.

JEAN- BEAPTISTE (Odsuwa kieliszek od twarzy, miał właśnie zamiar wziąć łyk wina): Nihilistyczna, negatywna, kompletnie pozbawiona złudzeń. Ona uosabia Amerykę, tak mi się wydaje.

NOELL (Jak gdyby powrócił z głębokiego zamyślenia): Ona tak wiele traci. To wszystko musiało być dla niej koszmarne. 

TILDA (Znów spokojnie i powoli): Podobało mi się, że wzięli Brytyjkę, tę w białej sukience, Alice. Jest taka dziwna, jak gdyby cały czas była we własnym świecie. Myślałam o niej jak o jakimś pięknym motylu, delikatnym, złapanym w pułapkę nierealnego świata i desperacko starającym się z niego wydostać. Naiwna, ale piękna.

CECIL (Żując): Ta, dobra była. Nie wydawała mi się taka zjawiskowa. Raczej, że naćpała się LSD czy czegoś podobnego. Myślałem, że ta jej biała sukienka ma nas zmylić. Odwrócić naszą uwagę. Jak dla mnie to oni wszyscy byli na jakichś prochach. (Gdy wypowiada ostatnie zdanie jego prawy łokieć opiera się na stole a nóż w jego dłoni skierowany jest w stronę innych).

ENI (Patrząc w tej chwili na Cecila): Te prochy to instynkt. (Mówi powoli, starannie, upewniając się, że jest rozumiana). Każdy chce przeżyć. Słyszeliście te syreny? Jak złowieszcze ostrzeżenia. Przeszywały mnie na wylot. Jakby wszyscy nagle przemieniali się w reflektory i wypatrywali na niebie bombowców. Wszyscy tam oszaleli, oszaleli z głodu, szukali czegokolwiek, co dawałoby chociaż cień szansy na przetrwanie.

LOTHAR (Tonem sugerującym myślenie nad tym aż za bardzo): W pewnej chwili pomyślałem, że tak naprawdę chodzi w tym filmie o to, a wydaje mi się to bardzo dziwnym pomysłem, że jest nas zbyt wielu. Kryzys czy nie, po prostu zbyt wielu. I że natura nas przetrzebi, w końcu, w taki czy inny sposób.

MOREEN (Starając się skierować rozmowę na trochę pogodniejsze tory): Szkoda tego chłopaka, Roberta. Był dość uroczy.

CHANDLER (Dosadnie): Robert to totalny dupek. Jak liść na wietrze. (Gestykulując sztućcami): Wpychają go to tych zawodów – idzie. Gloria nie jest w stanie zrobić tego sama, on robi to za nią.

JULIETTE (Nabijając kilka kawałków ogórka na widelec): Tak, to prawda. Główna postać zupełnie bez charakteru.

CHANDLER (Jak poprzednio): Święte słowa. Zupełny brak kręgosłupa. Kompletna sierota.

(Chandler chwyta butelkę wina, nalewa sobie i bierze głęboki łyk.)

MOREEN (Bardzo radośnie, nie patrząc na Chandler’a): Ty wiedziałbyś coś o tym, prawda? Daj spokój Chandi, nie patrz tak na mnie. Nie jestem kawałkiem mięsa; nie znajdziesz mnie na swoim talerzu. (Patrzy na nich wszystkich na raz). Sierota czy nie, był słodki. Dobrze tańczył. (Rzuca okiem na Chandler’a, wstaje). Niektórym z nas przydałaby się odrobina tańca. Za chwileczkę wracam. (Uśmiecha się i odchodzi od stołu w kierunku toalety. Chandler usiłuje skupić wzrok na swoim talerzu).

NOELL (Jak gdyby zupełnie nie rozumiał o co chodziło Moreen): Ta pani Laydon, przerażająca. Niby taka przyjazna i wspierająca, a tak naprawdę to jeszcze jeden drapieżnik.

TILDA (Twarz bez wyrazu, mówi tnąc jedzenie, patrząc na swój talerz): Oni wszyscy to drapieżnicy. Wszyscy za wyjątkiem Roberta. To dlatego tak źle wypada. Jest tam jedyną normalną osobą, niezłamaną przez okoliczności.

ENI (Z ostatnim kawałkiem mięsa na widelcu): Zgadzam się. On zupełnie do nich nie pasuje.

CECIL (Nieprzekonany, sarkastycznie): Niezłamany dopóki złamany, jak oni wszyscy. Gdyby był taki czyściuteńki, nigdy by tego nie zrobił. Miałby wystarczająco dużo zdrowego rozsądku żeby dać tej dziewczynie kopa w cztery litery. (Zmieniając nagle ton): Tak przy okazji Verrell, twoja kolej na wybranie następnego filmu. Może coś bardziej radosnego na przyszły tydzień? Coś, co będzie się oglądało skandalicznie dobrze?

(Wszyscy się zgadzają Tak, proszę – Dobry pomysł – Przyda się zmiana – padają inne podobne komentarze). 

MOREEN (Znów uszczypliwie): Na szczęście to nie Chandi będzie wybierał, najpewniej wepchnąłby nam Króla Lear’a.

(Wszyscy się śmieją, poza Chandlerem).

CHANDLER (Poirytowany, ale udaje mu się utrzymać przed okazaniem tego): Ha, ha, ha, bardzo zabawne. (Patrzy na Moreen): Tylko nam się tu nie rozejdź w szwach, dwóch takich jak ty byśmy tu nie ścierpieli.

VERRELL (Szukając akceptacji): Myślałem o Avatarze albo Lucy. Albo Toni Erdmann.

Kamera oddala się od stołu. Widzimy ich wszystkich, dyskutujących i jedzących. Ich glosy mieszają się. Nie można już zrozumieć tego, co mówią.

REŻYSER (Krzycząc): Cięcie! OK, mamy to! Dziękuję wszystkim! To wszystko na dziś! Jutro punkt ósma! I trzymajcie się bliżej tekstu scenariusza, poradzimy sobie znakomicie bez tych wszystkich błędów! (Po sekundzie czy dwóch). I może tym razem na trzeźwo Tilda, da się zrobić?!

(Reżyser opuszcza scenę. Aktorzy wychodzą, rozmawiając. Technicy zaczynają usuwać kable, inni wynoszą krzesła i stół. Światła gasną jedno po drugim. Słychać trzask drzwi. Scena staje się ciemna i cicha.)